ANNA ZARADNY [RE:EM]
ANNA ZARADNY [RE:EM]

The brilliant Anna Zaradny’s follows up her engrossing debut with this new EP featuring a sumptuous Fennesz rework of her ‚New feat Old’, following hot on the heels of Robert Piotrwicz’s crushing side, ‚Stara Szkoła Ze Złota’ to remind us the ascetic, uncompromising brilliance of Polish experimental music at its best.

On the front Zaradny utterly dominates the senses with a pulsating deconstruction of ‚Stop The Chaos’; originally a sub-3 minute rager, now distilled and expanded to three times the length in a cyclical swarm of metallic drone timbre and ear-curdling howls emulating effect of a massive nitrous oxide asphyxiation in the middle of a grindcore show (well it does to us at least).

The B-side presents another facet of Anna’s work with the eviscerated, bubbling tones of ‚New feat Old’ giving way to what sounds like Powell dragged backwards at 33rpm, before Fennesz concludes with a blissfully noisy reassembly of the latter rent in coruscating harmonics that work right on the biting point.

 


gatunek: elektronika, awangarda


54,99  Dodaj do koszyka
ANNA ZARADNY BURKHARD STANGL
ANNA ZARADNY BURKHARD STANGL

 

An absolute find from the label that gave us Kevin Drumm’s amazing ‚Crowded’ album last year, if you’re into Mika Vainio, Eliane Radigue, Eleh, Aaron Dilloway, Holly Herndon – we urge you to check it out* The excellent Bocian imprint follows up that heavyweight Kevin Drumm LP with an engrossing split of minimal electro-acoustic composition from two Polish artists. Most impressive is Anna Zaradny’s A-side, ‚Octøpus’. Ostensibly static yet deftly, subtly rhythmic, it makes for a memorable first introduction; lulling us with hypnotic microtonal bass drones which grow stereo fluctuating pulses and (what might be) fragments of chiming vocals conducted with the precise, haptic electronic sensitivity of Holly Herndon and the patient development of an Eleh or Eliane Radigue recording. Depending on what element you focus on, you’re either listening to thrumming bass patterns or transfixed by the fuzzy harmonic glow, but allow your ears to defocus slightly and occupy the middle ground and it makes for a wonderfully immersive, aerated and swirling concoction, timing the introduction of pensile, airborne layers and tones with a genuine sorcery. By contrast Burkhard Stangl’s B-side ‚Crédit’ is organic, grounded, rendering shimmering guitar strokes into crushed glass textures and hovering harmonic overtones and grainy waves of bass over one extended piece. A real treat from this already promising label, highly recommended.

gatunek: elektronika, awangarda


https://www.youtube.com/watch?v=-8nX3Na2wRg

54,99  Dodaj do koszyka
FRED LONBERG-HOLM / ADAM GOLEBIEWSKI [RELEPHANT] [CD]
FRED LONBERG-HOLM / ADAM GOLEBIEWSKI [RELEPHANT] [CD]
Czy to jazz, czy muzyka w pełni eksperymentalna powstała na bazie obróbki dźwięków, cięć, zgrzytów, przesterów i stosowania przeróżnych efektów? Instumentarium Fred Lonberg-Holm i Adam Gołębiewski mają proste – perkusja, obiekty, wiolonczela i elektroniczne gadżety. Obaj artyści mogliby swoim doświadczeniem spokojnie wypełnić niejedną salę koncertową (i nie chodzi mi tutaj o klubokawiarnie czy offowe kluby), obaj już ze sobą współpracowali – razem i w osobnych projektach. Materiał na „Relephant” powstał podczas ich wspólnego gigu w Poznaniu w 2013 roku w Dragonie, liczy raptem cztery kawałki, ale jakościowo jakby upchali na płycie pozycji przynajmniej dziesięć.

Na płycie artyści podejmują bardzo luźny, ale wciągający dialog, który, jak mogłoby się wydawać na początku, idzie obok siebie. Adam Gołębiewski to jeden z ciekawszych perkusistów w kraju, a to, co wyprawia przy zestawie, niekiedy przechodzi ludzkie pojęcie. Pokazywał to podczas koncertów solowych, z Robertem Piernikowskim, Thurstonem Moore’em czy właśnie Fredem Lonberg-Holmem. Sam wiolonczelista w 2015 roku nakładem Bocian Records wydał świetny album „Resistance”, na którym zgiełk przesterowanej wiolonczeli mieszał się z rozpoznawalnym i nie do podrobienia stylem gry Kena Vandermarka na saksofonie. To była bardzo dobra płyta, która wciągała i zmuszała do repetycji materiału.
Nie inaczej jest z „Relephant”, która swoje przeleżała, zresztą miała się ukazać odrobinę wcześniej. Ale dobrze, że było opóźnienie, bo natłok płyt improwizowanych w ubiegłym roku był spory, a do „Relephant” należy podejść kilkukrotnie. Na pierwszy rzut ucha to zgiełk, noise buchający pełną parą z każdego utworu, ale szaleńcze męczenie instrumentów, sprawdzanie ich wytrzymałości i doprowadzanie do niemal ekstremalnych momentów sprawia, że tworzące się finalnie melodie budują spójną, intensywną całość, coś jak dźwiękowe „Opowieści z krypty”, z tym że ciekawsze, mroczniejsze i budujące prawdziwą atmosferę grozy. Grozy i dla uszu, i dla nerwów. Impro miesza się z punkiem, a wszystko spina performatywna klamra.
Duet realia poznańskiego koncertu przeniósł na płytę, co potęguje doznania, budując narrację pełną trzasków, pojękiwań, pisków, ciężkich do zidentyfikowania odgłosów. Bo jakich obiektów użył Adam Gołębiewski w danym momencie? Jak swoją wiolonczelę modyfikował Fred Lonberg-Holm? Jakie to były efekty dokładnie? Uderzenia o blachy, powtórzenia, szuranie pałeczkami, piłowanie smykiem strun, rozkręcenie przesterów, nagromadzenie doznań towarzyszy samym instrumentom, emocje piętrzą się w słuchaczach z każdym dźwiękiem. Czy to łatwa płyta? Nie, ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo, miło i przyjemnie, choć tak naprawdę „Relephant” to klarowne wydawnictwo, jeśli myśli się w kategoriach hałasu i faktur ciętych, gęstych, najeżonych i drapiących.

It’s difficult to quantify what makes a good improvisation good – even the greatest improvisers can make recordings that don’t really get into the zone. Luckily, these two guys were on form when the record button was glowing red and we get a thoroughly engaging set of music that doesn’t stay in one place for long enough to get bored of the view..

This isn’t so much a dialogue as two artists fighting to create an abstract canvas, reaching around each other to get a brush stroke in that’ll work to make the whole thing greater…

To the casual observer, percussion instruments may seem limited in their expressive capabilities in the sense that there seems relatively little you can do to shape their sound once they’ve been set into vibration. But Adam Gołębiewski overcomes any limitations with his mastery of every possible sonic parameter and shows that there are no limits. He seems to have an inexhaustible supply of metallic squeaks, scrapes, rattles and clangs to delight the senses and urge greater feats of tonal grit from his partner in crime.

Fred Lonberg-Holm first entered my radar when I saw him with Ken Vandermark’s group and he stretched the boundaries of what his instrument is for. Since then I’ve lost track of his activities, so this is a welcome opportunity to reacquaint myself with his genius.

On this album he only hints at the possibility that he’s playing a cello and not doing something unspeakable and probably illegal with rosin and horsehair. He integrates his use of effects pedals so thoroughly into his playing that only occasionally did the gear nerd in me wonder what equipment he was using to make these sounds. This is indeed a difficult art, to stomp on an effect pedal and make it part of the general flow of the music rather than an ‘ooh look, I’ve got a new toy’ moment, but this album’s all about flow – the slippery fish of improv wriggling from surface to texture while the sonic children splash and shriek in the water of creativity – or something like that..

What I mean to say is this is a wonderful album – two great improvisers get down to work on the blinding task of shoving lightning into a bottle, ramming the cork in and throwing it out to sea. Sonic beachcombers, keep an eye out for this treasure.

( a jazz -noise)

 


gatunek: noise


24,99  Dodaj do koszyka
FRED LONBERG-HOLM / KEN VANDERMARK [RESISTANCE] [CD]
FRED LONBERG-HOLM / KEN VANDERMARK [RESISTANCE] [CD]

Wspólny album Freda Lonberg-Holma i Kena Vandermarka, czyli dwóch amerykańskich free-jazzmanów, dostarcza grom radości dla miłośników improwizacji. Saksofon i klarnet Vandermarka oraz wiolonczela i szczypta elektroniki Lonberg-Holma sprawiają, że Resistance płynie przez cały czas trwania. Raptem pięć kompozycji zarejestrowanych we wrześniu 2013 roku w Heaven Gallery w Chicago, więc muzyczna siła tego miasta w pełni. Dwóch wirtuozów, którzy współpracują ze sobą od lat (żeby wymienić tylko Frame Quartet, Peter Brötzmann’s Chicago Tentet czy Vandermark 5), którzy grają i nagrywają z takimi artystami jak Paal Nilssen-Love, Mats Gustafsson, Joe Bishop, Kevin Drumm, Lasse Marhaug, Mikołaj Trzaska, bracia Oles, Joe McPhee czy Peter Brötzmann, tym razem w tym wydaniu tworzą album niesamowicie zwrotny i nieprzewidywalny. Wydawać się może, że Lonberg-Holm dorzucił na Resistance za dużo elektroniki, że Vandermark wychodzi tu na pierwszego naczelnego solistę albumu, że instrumenty idą obok siebie. I tak momentami jest, jednak to tylko w gruncie złudzenie. Bo w duecie Fred i Ken spełniają się, jak w żadnym większym projekcie.

Tutaj w otwierającym album „Z = Sl” czająca się pod saksofonem wiolonczela tworzy dobre tło pod rwany dęciak Vandermarka. Wibrujące smyki napełniają atmosferę muzycznego wkurwu, a solówki Lonberg-Holma w „E = Pj” wybrzmiewają skocznie i zwiewnie. Ken Vandermark za sprawą „I + V / R” i swojej głębokiej gry nawiązuje do lat i płyt nagranych z Brötzmannem i wpływu, jaki na Amerykaninie wywarł legendarny saksofonista. Mastering – Mikołaj Bugajak

Piotr Strzemieczny ( FYH!)


When you consider all the musicians that have recorded duos with cellist Fred Lonberg-Holm, it sounds kind of like the SPAM Monty Python sketch comedy piece. „Yes, I’ll have some Fred Lonberg-Holm and Ken Vandermark.” What, you don’t want Fred Lonberg-Holm and Axel Dörner, or Fred Lonberg-Holm and Mats Gustafsson, or Fred Lonberg-Holm and Peter Brotzmann, or Fred Lonberg-Holm and Paal Nilssen-Love, or Fred Lonberg-Holm and Frode Gjerstad or Fred Lonberg-Holm and Nick Stephans, or Fred Lonberg-Holm and David Stackenäs, or Fred Lonberg-Holm and Michael Zerang? SPAM, Fred, SPAM, Fred, SPAM, Fred, Fred Fred.

Lonberg-Holm is in such demand because he is both a resourceful accompanist and a versatile musician. He was the most natural replacement for Jeb Bishop in the Vandermark 5, recording with the quintet until it dissolved a few years ago. He has been a key ally to saxophonist Ken Vandermark in his various Territory Bands, The Frame Quartet, Pipeline, the Topology Nonet, and the Vandermark organized Peter Brotzmann Chicago Tentet.

As a duo, they are the definition of simpatico.

Resistance recorded live in 2013 is an expected performance of unforeseen music. That said, it boosts Vandermark’s stock (not that he needs it) as a soloist. He has, of late, stepped out of his role as composer, arranger, and organizer of ensembles to perform solo and in improvising duos with Nate WooleyAgustí FernandezMats Gustafsson, and Tim Daisy. Freed from all the duties associated with large ensembles, he can focus on improvising.

Here his saxophone and various clarinets weave, bounce, and at times, collide with Lonberg-Holm’s cello and electronics. „J = óE” pairs a drunken tenor saxophone with a skidding sawed cello that builds into a locomotive engine of sound. The pair develop a thunderhead of animation, saxophone pushing against the thrum of electric energy. „P = 12R” searches for poetry in the small bites of circulating thought. Lonberg-Holm’s cello can muster Jimi Hendrix notes or play the tip-toeing soundtrack to a Warner Brothers’ cartoon. He scrapes (literally) notes from the wood of his instrument on „I = V/R” while Vandermark’s clarinet explores the quiet corners of their meeting. The music here, all improvised, fills a gap in both their discographies, and it was a long time coming.

(All About Jazz – Mark Corroto)

 


gatunek: free improv


24,99  Dodaj do koszyka
FRED LONBERG-HOLM / KEN VANDERMARK [RESISTANCE] [LP]
FRED LONBERG-HOLM / KEN VANDERMARK [RESISTANCE] [LP]

Wspólny album Freda Lonberg-Holma i Kena Vandermarka, czyli dwóch amerykańskich free-jazzmanów, dostarcza grom radości dla miłośników improwizacji. Saksofon i klarnet Vandermarka oraz wiolonczela i szczypta elektroniki Lonberg-Holma sprawiają, że Resistance płynie przez cały czas trwania. Raptem pięć kompozycji zarejestrowanych we wrześniu 2013 roku w Heaven Gallery w Chicago, więc muzyczna siła tego miasta w pełni. Dwóch wirtuozów, którzy współpracują ze sobą od lat (żeby wymienić tylko Frame Quartet, Peter Brötzmann’s Chicago Tentet czy Vandermark 5), którzy grają i nagrywają z takimi artystami jak Paal Nilssen-Love, Mats Gustafsson, Joe Bishop, Kevin Drumm, Lasse Marhaug, Mikołaj Trzaska, bracia Oles, Joe McPhee czy Peter Brötzmann, tym razem w tym wydaniu tworzą album niesamowicie zwrotny i nieprzewidywalny. Wydawać się może, że Lonberg-Holm dorzucił na Resistance za dużo elektroniki, że Vandermark wychodzi tu na pierwszego naczelnego solistę albumu, że instrumenty idą obok siebie. I tak momentami jest, jednak to tylko w gruncie złudzenie. Bo w duecie Fred i Ken spełniają się, jak w żadnym większym projekcie.

Tutaj w otwierającym album „Z = Sl” czająca się pod saksofonem wiolonczela tworzy dobre tło pod rwany dęciak Vandermarka. Wibrujące smyki napełniają atmosferę muzycznego wkurwu, a solówki Lonberg-Holma w „E = Pj” wybrzmiewają skocznie i zwiewnie. Ken Vandermark za sprawą „I + V / R” i swojej głębokiej gry nawiązuje do lat i płyt nagranych z Brötzmannem i wpływu, jaki na Amerykaninie wywarł legendarny saksofonista. Mastering – Mikołaj Bugajak

Piotr Strzemieczny ( FYH!)


When you consider all the musicians that have recorded duos with cellist Fred Lonberg-Holm, it sounds kind of like the SPAM Monty Python sketch comedy piece. „Yes, I’ll have some Fred Lonberg-Holm and Ken Vandermark.” What, you don’t want Fred Lonberg-Holm and Axel Dörner, or Fred Lonberg-Holm and Mats Gustafsson, or Fred Lonberg-Holm and Peter Brotzmann, or Fred Lonberg-Holm and Paal Nilssen-Love, or Fred Lonberg-Holm and Frode Gjerstad or Fred Lonberg-Holm and Nick Stephans, or Fred Lonberg-Holm and David Stackenäs, or Fred Lonberg-Holm and Michael Zerang? SPAM, Fred, SPAM, Fred, SPAM, Fred, Fred Fred.

Lonberg-Holm is in such demand because he is both a resourceful accompanist and a versatile musician. He was the most natural replacement for Jeb Bishop in the Vandermark 5, recording with the quintet until it dissolved a few years ago. He has been a key ally to saxophonist Ken Vandermark in his various Territory Bands, The Frame Quartet, Pipeline, the Topology Nonet, and the Vandermark organized Peter Brotzmann Chicago Tentet.

As a duo, they are the definition of simpatico.

Resistance recorded live in 2013 is an expected performance of unforeseen music. That said, it boosts Vandermark’s stock (not that he needs it) as a soloist. He has, of late, stepped out of his role as composer, arranger, and organizer of ensembles to perform solo and in improvising duos with Nate WooleyAgustí FernandezMats Gustafsson, and Tim Daisy. Freed from all the duties associated with large ensembles, he can focus on improvising.

Here his saxophone and various clarinets weave, bounce, and at times, collide with Lonberg-Holm’s cello and electronics. „J = óE” pairs a drunken tenor saxophone with a skidding sawed cello that builds into a locomotive engine of sound. The pair develop a thunderhead of animation, saxophone pushing against the thrum of electric energy. „P = 12R” searches for poetry in the small bites of circulating thought. Lonberg-Holm’s cello can muster Jimi Hendrix notes or play the tip-toeing soundtrack to a Warner Brothers’ cartoon. He scrapes (literally) notes from the wood of his instrument on „I = V/R” while Vandermark’s clarinet explores the quiet corners of their meeting. The music here, all improvised, fills a gap in both their discographies, and it was a long time coming.

(All About Jazz – Mark Corroto)

 


gatunek: free improv


54,99  Dodaj do koszyka
KEVIN DRUMM [Phantom Jerk] [LP]
KEVIN DRUMM [Phantom Jerk] [LP]

Arch electro-acoustic drone/noise explorer Kevin Drumm returns to ‚Imperial Distortion’-alike drone scapes on this abridged (3 tracks instead of 4) vinyl issue of his 2013 CDr release, ‚Phantom Jerk’. Using six oscillators, Drumm casts a shadow world of sedentary low end sag and keening, glassy highs as haunting as they are piercingly compelling. The 23 minute A-side moves as slowly and furtively as anything from his modern classic, ‚Imperial Distortion’ for Hospital Productions, leading us thru successively dank, cold antechambers of isolated, wavering frequencies arranged with stoic logic. The B-side opens with a shorter, redemptive piece, almost painful in its achingly bittersweet beauty, and culminates in a thirteen minute piece of glacially layered, acrid tones yielding a spectrum of smeared, wide bass and beautifully hypnotic high end discord.


gatunek: drone, dark ambient

54,99  Dodaj do koszyka
MAJA S.K. RATKJE & IKUE MORI [Scrumptious Sabotage] [LP]
MAJA S.K. RATKJE & IKUE MORI [Scrumptious Sabotage] [LP]

Trochę się bałem współpracy Mai S. K. Ratkje z Ikue Mori na albumie „Scrumptious Sabotage” (CD). Ekstremalna wokalistka i równie ekstremalna perkusistka (A właściwie: laptopowa wokalistka i laptopowa perkusistka) to połączenie dość wybuchowe i bardzo niepokojące. Wybuchu może tu nie ma, ale niepokoju mnóstwo. Powalający jest przede wszystkim najdłuższy na płycie finałowy utwór „Rivers Of Belfast”, tutaj też – aż do końcówki z preparowanym wokalem idącym w stronę growlingu – słychać najwięcej współpracy. Reszta nagrań przynosi raczej na zmianę popisy Ratkje działającej wokalnie niczym generator dźwięków losowych oraz dziwacznych, nieustannie zmieniających się perkusyjnych barw Mori.

(Bartek Chaciński – Polifonia)


Poland’s intrepid Bocian label helms this shocking collaboration between combustible Norwegian vocalist Maja S.K. Ratkje and legendary DNA drummer, Ikue Mori. Despite working together in a number of live constellations over the years, until now the two boundary-pushing artistes haven’t performed as a duo. The eight tracks of ‚Scrumptious Sabotage’ are Maja’s augmented documents of their reactive improvisations recorded in Belfast and Ulverston at end of March 2012; an instinctive entanglement of free, avant-minded expression aware of the history of contemporary music and sub-consciously striving to branch beyond its examples into places other artists fear to breach. With calibre as a member of No Wave heroes DNA, Ikue Mori is well versed in duelling at the peripheries of abstraction and finds a supremely deft challenger in Ms. Ratkje and her extended techniques, and vice versa. Spasmodic gulps, shrieks, operatic hollers and folk-like chants are splintered and refracted against arhythmic bursts of percussion, rendered hyperreal and spatialised in physically impossible fractals that are at once architecturally obtuse and beautiful, and energised, excited by their own sense of freedom.


gatunek: elektronika


54,99  Dodaj do koszyka
NILSSEN-LOVE / ZENICOLA / MANSO / LACERDA [Bota Fogo] [LP]
NILSSEN-LOVE / ZENICOLA / MANSO / LACERDA [Bota Fogo] [LP]

Prolific free jazz drummer Paal Nilssen-Love meets Eduardo Manse, Arthur Lacerda and Felipe Zenicola in the taut, driven free improvisations of ‚Bota Fogo’. From an unnervingly quiet opening passage they launch a sustained attack in funked-up formation with some noxious, tangled swamp roil and guitar shredding for the duration, powered by the nastiest, muscular rhythm section prone to flipping headlong from sludge bass to funked up revs and hard-ass, fractured breakbeats with calamitous force.

 

54,99  Dodaj do koszyka
RED TRIO [MINERAL] [LP]
RED TRIO [MINERAL] [LP]
Red Trio + Gerard Lebik + Piotr Damasiewicz to portugalsko-polska formacja tworząca muzykę improwizowaną na przecięciu takich gatunków jak free improvisation i free jazz. Koncert promujący album ”Mineral” wydany w lutym 2015 przez Bocian Records (bc – veRED). Red Trio to zespół założony przez trzech lizbońskich muzyków: Hernani Faustino, Rodrigo Pinherio i Gabriela Ferrandii, reprezentujących czołówkę portugalskiej sceny muzyki improwizowanej. Red Trio przedstawia wielotorowe podejście do muzyki i jej kreowania przez improwizację. Zespół eksploruje koncepcję klasycznego jazzowego tria, czyli połączenie fortepianu, kontrabasu i perkusji. W grupie tej idea z reguły uprzywilejowanego fortepianu obsługiwanego przez sekcję, ustępuje miejsca trzem graczom na równej pozycji, którzy podejmują próbę symbiotycznej i interaktywnej improwizacji, kreując przestrzeń, w którym barwa i rytm spajają się w jedną spójną całość. Zespół nagrywa dla renomowanych wytwórni płytowych, takich jak Clean Feed i No business. Red Trio posiada na swoim koncie docenione na całym świecie nagrania z jednymi z najwybitniejszych improwizatorów, Natem Wooleyem, Johnem Butcherem czy Mttiasem Stahlem. Album pt. Empire z Johnem Butcherem znalazł się w zestawieniach najlepszych albumów roku 2011 (m.in. magazynu the New York Jazz City Records, Jazz.pt).

Gerard Lebik – działa na polu muzyki improwizowanej, eksperymentalnej i intermedialnej. Jest autorem instalacji i interwencji dźwiękowych, tworzy dźwięk i muzykę przez improwizację, notację muzyczną oraz manipulowanie materiałem dźwiękowym stosując media akustyczne i elektroniczne takie jak: saksofony, generatory fal akustycznych, obiekty elektroakustyczne, video feedback, software.
W 2007 ukończył wrocławską Akademię Muzyczną.

Piotr Damasiewicz – studiował na Akademii Muzycznej we Wrocławiu, Bydgoszczy i Katowicach. Kompozytor, trębacz, założyciel muzycznej asocjacji „Music According To Art” (MATA), prezentującej artystów poszukujących alternatywnych rozwiązań w sztuce działającej na przecięciu sztuk intermedialnych. W swojej twórczości, w zależności od charakterystyki danego projektu, sięga zarówno do języka hard bopu, jazzu modalnego, kierując się również w stronę idei free-jazzowych czy elektroakustycznej muzyki eksperymentalej. Kurator festiwalu Art Meetings w Ukrainie.

Laureat II nagrody w kategorii tematów jazzowych w konkursie im. Krzysztofa Komedy, nagrody kulturalnej Warto przyznawaną przez Gazetę Wyborczą, Fryderyka 2013 za debiut jazzowy.

„(…) Dobrze wyważone są tu proporcje tego wspólnego grania, chociaż jak dla mnie oba te utwory stanowią w pierwszej kolejności popis Lebika na saksofonie tenorowym. I w ogóle mam wrażenie, że na tle poprawnej gry Portugalczyków to nasi soliści tu błyszczą.”
Bartek Chaciński

 


gatunek: free jazz


54,99  Dodaj do koszyka
REINHOLD FRIEDL [GOLDEN QUINCES, Earthed for spatialised Neo-Bechstein
REINHOLD FRIEDL [GOLDEN QUINCES, EARTHED FOR SPATIALISED NEO-BECHSTEIN] [CD]
Wirtuoz i legenda Reinhold Friedl w swojej wariacji na elektrycznym pianienie Bechsteina prawi swoje mroczne i wisielcze opowieści. Niespełna godzina muzyczna ekspresja na tym kolosalnym fortepianie, nagrywana w Elektronicznym Studiu Uniwersytetu Technicznego w Berlinie dostarcza ogromnych doznań. To przede wszystkim forma apokaliptycznej narracji z wykorzystaniem wyprodukowanego na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych fortepianu. Lider zeitkratzer gra „wewnątrz” instrumentu, posługując się tłuczkami, kamieniami i metalowymi płytkami oraz małymi kawałkami drewna. To nie jest odkrywcza forma gry, bo i Krzysztof Krauze w ten sposób komponował i grał, ale w przypadku Golden Quinces, Earthed For Spatialised Neo-Bechstein otrzymujemy materiał kakofoniczny, ponury i niezmiernie mocny. Kamienie ułożone na strunach wprawiają instrument w ogromne drgania, szurania i ocierania metalowych elementów o basówki nadają brzmieniu fortepianu złowieszczego nastroju. Rozstawione po całym pomieszczeniu mikrofony kumulują odgłosy i pogłosy z większą siłą rażenia. Reinhold Friedl zadbał w przypadku tego występu o szczegóły, chociażby o wspomniane rozmieszczenie mikrofonów i ulokowanie Sukandara Kartadinaty z mikserem. Efekt wybrzmiewania strun z użyciem tylu prostych efektów jest wprost zadziwiający. O tyle, że momentami ma się wrażenie, że Friedl wykorzystał i gitarę elektryczną, i syntezatory (te długie ambientowe, ciągnące się partie), i masę elektronicznych gadżetów, zwłaszcza gdy struny nabierają tego reverbowego charakteru. Dzieło, bo w tym przypadku o dziele jest mowa, wyborne. Tylko należy załatwić sobie L4 lub wziąć z miejsca wczasy pod gruszą, bo ta godzinna odyseja pełna muzycznej grozy i dźwiękowej przemocy wymaga skupienia i… czasu.
(FYH!)

While three people are listed on the cover are Pianist Reinhold Friedl, instrument constructor David Balzer, and electronic musician Sukandar Kartadinata, the real star of Golden Quines, Earthed for spatialized Neo-Bechstein is the instrument itself, the Neo -Bechstein. This rare instrument is the ultimate dream toy for any steampunk enthusiast. It was a short-lived experiment in integrating new technology with a traditional piano, during the 1920s. It is a standard piano, without a sounding board, fitted with magnetic coils, radio technology, and an audio output.

The unique construction of the instrument gives Kartadinata new options for processing the sound; the entire album is “spatialized.” What does this mean? Put on your headphones and find out. Throughout the single-track album, the sounds swing freely from side to side in the stereo field creating a disorienting, dizzying effect. The artists take full advantage of the unique electronic element of the instrument in this regard. Often various elements of the sound are pulled side to side independently, creating the illusion of several instruments played together, rather than a solo performance. The spacialization makes the piece reminiscent of sound effects in a planetarium.

The end result is a swirling adventure in the possibilities of a one-of-a-kind constructed, prepared, and processed instrument. The album begins with a fade-in several minutes long. This creates a feeling of great distance being traveled, as if the artists had light years to traverse before presenting their music. This sci-fi, spacy quality pervades the album. The majority of the actual playing is done directly to the strings of the open instrument and rarely do we hear the keys struck. At times, the strings are strummed like a harp; other times they are bowed, creating an eerie wail. At one point, the artists even manage to create a sound comparable to steel guitar. All of these textures zigzag across an ever-present field of drones and long echoes.

These mesmerizing sounds could be compared to a chaotic wind storm with short peaceful lulls between crescendos into violence. On the other hand, the feeling of deep, lonely space is also invoked. In any case, the Neo-Bechstein and its three caretakers have created a truly unique sonic adventure.  (David Madel Squidco)

Zeitkratzer director, Reinhold Friedl continues his dissection and re-evaluation of classical tropes with this mesmerising investigation of the Neo-Bechstein Grand Piano – the first electronic piano of the 20th century. ‚Golden Quinces, Earthed for spatialised Neo-Bechstein’ follows from the relative violence of ‚Inside Piano’ (2011), one of our favourite releases of that year, with a much more subtle approach, using the Neo-Bechstein’s in built pick-ups and radio receiver – the first of their kind when invented by Walter Nernst and Hans Driescher between 1929-1931 – together with software and fader board manned by Sukander Kartadinata to fully explore the instrument’s unusually long tone – it oscillates about six times longer than a normal piano tone – and wider frequency capacity. Coupled with an innovative 8X8 channel matrix of speakers, the resultant sound opens beyond the usual single-person fixed perspective into a dynamic play of rotation and velocity, basically flinging the sound in the kind of shapes that make our eyes spin when heard on headphones. It’s quite incredible, and reliably recorded, mixed and mastered by Rashad Becker. Bit of a no brainer for more insatiable ears.


gatunek: awangarda, muzyka klasyczna


24,99  Dodaj do koszyka
TRZASKA/SWELL/HOLMLANDER/DAISY [RETURN from the center of the earth] [CD]
TRZASKA/SWELL/HOLMLANDER/DAISY [RETURN from the center of the earth] [CD]

Przy całym zaangażowaniu wielkim Mikołaja Trzaski i mnogości projektów, w których bierze czynny udział, kwartet Inner Ear pozostawał dotychczas zawsze gdzieś w drugim szeregu. Powstał jako efekt uboczny pierwszej fali działań Resonance Ensemble’u Kena Vandermarka, zaś jego pierwsza płyta, Breathing Steam, w natłoku innych wydawnictw przeszła bez większego echa. Także teraz, min. przy wzmożonej aktywności tria Shofar istnieje pewna obawa, że Return From The Center Of The Earth zostanie innymi inicjatywami niejako „przykryty”. A szkoda byłoby, gdyby jeden z oryginalniejszych składów których częścią jest gdański saksofonista uszedł uwadze słuchaczy po raz kolejny. Co mianowicie decyduje o wyjątkowości owego kwartetu i jakości jego muzyki? Na pewno doświadczenie we współpracy ludzi, którzy w zaciszu studiów nagraniowych z pewną regularnością spotykają się, by tworzyć muzykę filmową – to za ich właśnie sprawą powstają dźwięki pogłębiające tę dziwną, obecną w filmach Wojciecha Smarzowskiego, atmosferę – jak też ich indywidualny i kolektywny dorobek sceniczny. Ogromną rolę gra również nietypowe, blaszane instrumentarium: free-jazzowych puzonistów o takim jak Steve Swell dorobku policzyć można na palcach jednej ręki, zaś Per-Åke Holmlander jest chyba jeden na całym świecie. Po przeciwnej zaś  stronie tej pogłębiającej brzmienie zespołu dwójki stoją etatowy perkusista improwizującego świata miasta Chicago – Tim Daisy oraz nieutulony jak i nieujarzmiony Mikołaj Trzaska na saksofonach i basklarnecie. Razem ta czwórka potrafi wygenerować rzecz wielowątkową i interesującą, instrumenty blaszane i drewniane to ze sobą korespondują, to znów – pozostawiają lub kreują jeden drugiemu przestrzeń  dla nieskrępowanej wypowiedzi. Rytmem podszarpują Tim Daisy oraz Per-Åke Holmlander, który naturalnie działa na dalszym planie, choć wypuszczony z otchłani potrafi sporowokować kolegów narzucającym się podkładem lub z samych podmuchów i sobie właściwych pomruków stworzyć bazę dla niepokojącego, z lekka mrocznego utworu.Return From The Center Of The Earth jest płytą spójną i konkretnym postawieniem sprawy. Trwa około trzydziestu minut, toteż nie ma tu zbędnego rozgadania, które czasami podobne płyty zanadto rozmywa. Zamiast kilkunastu miniaturek, mamy tu trzy porządne, rozbudowane formy, które dokumentują półtoraroczny rozwój zespołu (nagrania powstały w marcu 2011 i sierpniu 2012) który, miejmy nadzieję – nie raz jeszcze na klubowych scenach się pojawi. Ucho wewnętrzne musi pozostać aktywne, a ukazanie się tej płyty jest pewnego rodzaju dowodem, że tak właśnie się stanie.

(jazzarium)

Trochę niespodziewanie o drugi album kwartetu Trzaska / Swell / Holmlander / Daisy poszerza swój katalog Bocian Records, a nie prowadzony przez pierwszego z wymienionych Kilogram. To tym samym jedna z najbliższych jazzowi pozycji w zbiorze tego warszawskiego labelu, nierzadko wydającego albumy zwarte, stosunkowo krótkie. Tak jest i tym razem. Tylko trochę ponad półgodzinne nagranie to fragmenty dwóch koncertów Inner Ear zagranych na przestrzeni osiemnastu miesięcy w dwóch klubach w Chicago: fragmenty zapewne będące tylko częścią sporego archiwum, jakie wówczas powstało, ale wybrane wybornie, tworzące spójną całość, a przy tym doskonale ukazujące pewną dwoistość, jaka określać może ten zespół. Z jednej strony czwórka muzyków mówiąca własnym, szczególnym językiem, a z drugiej – zaangażowana w nieustającą konwersację, niepotrzebująca długich solowych popisów, a dojrzałość wzajemnego porozumienie wznosząca na poziom wręcz wybitny. Spośród trzech zawartych na płycie kompozycji najbardziej potężne wrażenie robią chyba dwie pierwsze, najdłuższe, kilkunastominutowe – tutaj dzieje się najwięcej, na wielu płaszczyznach słychać przeobrażenia kwartetu, muzyka ewoluuje, ukazując swoje fascynujące odsłony. Począwszy od dynamicznego otwarcia, niemal kakofonicznej improwizacji, która oddaje potem przestrzeń bardziej wyrazistym, skupionym motywom. Sporo tutaj miejsca na grę w duetach czy trio, dużą uwagę przykuwają dialogi Trzaska – Swell, mocne, żarliwe i wyraziste, ale czasem też liryczne i melodyjne. Szczególnego wydźwięku otrzymują zwłaszcza wespół z buzującą pod powierzchnią tubą. Obłędnie wypada najbardziej chwytliwy fragment płyty, zagrany przez trio Swell / Holmlander / Daisy, z rytmiczną, basowo brzmiącą tubą i intensywnymi partiami puzonu, zastąpionymi potem saksofonem Trzaski. Mam wrażenie, że wraz z każdą kolejną przygodą z tą płytą takich momentów słuchacz dostrzeże więcej. Wykonawczy kunszt i wyjątkowa, wielowymiarowa interakcja między muzykami zdają się zresztą mocno w tym utwierdzać.

(popup music)


gatunek: free jazz


24,99  Dodaj do koszyka
Zbigniew Karkowski [Fluster] Toeplitz
ZBIGNIEW KARKOWSKI [FLUSTER] [pour basse électrique solo] [CD]

Kasper T. Toeplitz to francuski kompozytor o polskich korzeniach. Współpracował z wieloma znakomitymi kompozytorami z kręgu muzyki współczesnej, takimi jak Éliane Radigue, Zbigniew Karkowski, Dror Feiler, Tetsuo Furudate, Phill Niblock czy Art Zoyd. Od końca lat 90. Toeplitz współtworzył z Karkowskim laptopowy duet Le Dépeupleur. Z kolei w 2003 roku Toeplitz skonstruował instrument o nazwie BassComputer – mający oprócz standardowego zestawu strun, cztery dodatkowe. Kształt tego basu nawiązuje swoją formą do gitarowej harfy.Teraz dostajemy płytę „Fluster”, gdzie Toeplitz mierzy się z utworem swego przyjaciela, który zmarł w 2013 roku po walce z chorobą. Album wypełniła godzinna kompozycja na gitarę basową (BassComputer), a jej brzmienie zostało intensywnie przetworzone przy pomocy komputera. W początkowych kilkudziesięciu minutach twórca rzeźbi w strukturach dźwiękowych o niskich rejestrach. Następnie koncepcja Toeplitza ewoluuje w rejony noise’u pokrytego białym szumem, przypominającego odgłosy wodospadu. Noise’owy potok milknie w okolicach 40 minuty i zamienia się w nieco łagodniejszy strumień wysokich dźwięków.

Nie wiem, co by powiedział Karkowski słuchając „Fluster”, ale domyślam się, że byłby zadowolony zarówno ze skali, jak i jakości hałasu wygenerowanego przez Toeplitza.

(nowa muzyka)


gatunek: awangarda / muzyka poważna / noise

24,99  Dodaj do koszyka